google

    dewocjonalia, szaty liturgiczne, ogrzewanie kościoła

    Kursy walut 14.10.2019
    1 USD
    3.8958
    -0.0187
    1 EUR
    4.2969
    -0.0128
    1 CHF
    3.9104
    -0.0088
    1 GBP
    4.8998
    0.0069
    1 RUB
    0.0606
    -0.0004
    Newsletter
    Otrzymuj wiadomości o nowościach w branży
    Podaj imię i nazwisko:
    Twój adres email:
     
    Zobacz na mapie
    Chcę dodać:
    W zasięgu km

    • Na krańcu świata

    Grupa 18 osób z Polski buduje kościół „na końcu świata”. W trudno dostępnym regionie Indii, w którym aż 90 proc. mieszkańców jest chrześcijanami.

    Dorota Niedźwiecka

    Nagaland – to stan w północno-wschodnich Indiach, obszarowo o połowę mniejszy od Belgii i sześć razy większy od Luksemburga. Wysoko w górach. Dwa tysiące metrów wysokości bezwzględnej. Do jego miast prowadzą wąskie drogi, które – gdy spadnie deszcz – stają się tak błotniste, że kraina jest niemal odcięta od świata.

    Mieszkańcy mają rysy zbliżone do Chińczyków, nie do Hindusów. Brytyjczycy podporządkowali ich sobie w połowie XIX w., czując się zagrożeni atakami ze strony ówczesnych plemion. Po epoce kolonialnej tereny weszły w skład Indii; ich mieszkańcy nadal są często traktowani jak obcokrajowcy. Różnią się także kulturowo i religijnie: podczas gdy w Indiach niemal na każdej uliczce można natknąć się na małą świątynię lub kapliczkę poświęconą jakiemuś bóstwu, w 70-tysięcznej stolicy Nagaland – Kohimie, po ulicach jeżdżą ciężarówki z napisem „Jezus zbawia”, a tutejsze miejsca spotkań religijnych są wypełnione śpiewającymi pieśni uwielbienia ludźmi.

    Współdziałanie

    Do wyjazdu do Nagaland szykuje się kolejna, druga grupa dwudziestokilkulatków z Jezuickiego Centrum Społecznego w Warszawie. Będą dokańczać rozpoczętą w zeszłym roku przez ich poprzedników budowę kościoła. Jak mówią, to okazja, by zebrać nowe doświadczenia, poznać siebie, rozwinąć mocne strony. I zyskać to, co jest specjalnością duchowości ignacjańskiej: tzw. rozeznawanie woli Bożej – czyli umiejętność obserwowania tego, co się dzieje w moim wnętrzu, po to, by na bieżąco w konkretach dnia wybierać najlepsze działanie. 

    – Pan Bóg daje każdemu z nas specjalnie dedykowane dla niego miejsca do wypełniania swojej misji – mówi ks. Grzegorz Lojek, koordynator ubiegłorocznej grupy. –  Gdy pierwszy raz usłyszałem o Nagaland, byłem przekonany, że zaprasza mnie właśnie tam, by zorganizować kolejny misyjny projekt. Im dłużej słuchałem o tym miejscu – tym bardziej byłem przekonany. Opowieść o dwóch amerykańskich jezuitach, będących na granicy odejścia od zakonu, którzy odzyskali tu poczucie sensu swojej pracy, przekonało mnie do końca – dodaje. 

    We wrześniu projekt został zrealizowany. Cztery kobiety i czterech mężczyzn z Polski, którzy przez rok przygotowywali się do wyjazdu, rozpoczęło kopanie fundamentów w Pfuchama – małej wiosce położonej na obrzeżach stolicy stanu Kohimy, na zboczu jednej z gór. Pracowali razem z katolickimi parafianami i protestantami, którzy przychodzili pomagać. Specjalistów zatrudniano jedynie do bardziej skomplikowanych prac, jak wylewanie betonu. Z resztą radzili sobie sami. Wykopaną ziemię przenosili na inne miejsce w starych workach. Wieczorami ci z Polaków, którzy mają architektoniczne wykształcanie, dopracowywali projekt: wielkość kościoła – na sto osób, trzy okna w ścianach, rozetę nad drzwiami i absydę – jak w europejskich świątyniach.

    – Fizyczna praca nie była dla nas czymś wyjątkowym. Natomiast mocno pozostał nam w pamięci obraz „przerw na herbatkę”, podczas których miejscowi dzielili się, czym mogli: choćby było to coś tak prostego jak prażony ryż – mówią Magdalena Krześniak, inżynier  mechatronik i Justyna Pławska, analityk finansowy. Nie rozumieliśmy się, ale siedzieliśmy i uśmiechaliśmy się do siebie. Te chwile i gesty pokazywały głębię więzi, jaka nas łączy. – Panie wspominają także budujące doświadczenie, gdy grupka osób z wioski oddalonej o pół dnia drogi przyjechała pomóc w budowie – bo kiedyś ludzie z tej wioski pomagali im.

    Łowcy głów

    Ludzie z Nagaland są raczej biedni. Ich domy są małe i pozbawione większości usprawniających wykonywanie codziennych czynności sprzętów. Na górzystym terenie niełatwo o plony. Być może dlatego je się tam niemal wszystko: niedźwiedzie, pieczone węże, larwy, żaby, psy. Co ciekawe, w tych trudnych warunkach mocno przebija się „europejska kultura”. Miejscowi są ubrani po europejsku, internet jest już ogólnodostępny. Jak podkreślają moi rozmówcy, tutejsze dzieci mówią lepiej po angielsku niż oni.

    A jeszcze niedawno, jakieś sto lat temu – zanim misjonarze wprowadzili w Nagaland chrześcijaństwo, dominowało tu życie plemienne, kulturowo przypominające bardziej zwyczaje amerykańskich Indian niż sąsiadujących Hindusów. I religia animistyczna.

    – Chłopiec, żeby przejść inicjację na wojownika, musiał przynieść do wioski ludzką głowę – mówi ks. Grzegorz. – Tak było co najmniej do lat 20. ubiegłego wieku. Formalnie zakazano praktyk dopiero w latach 60. To byli ludzie bardzo wojowniczo nastawieni. Na siłę przyłączono ich do Indii, by nad nimi zapanować, zamiast mieć ich za wrogów – dodaje. – Do tej pory na tych terenach działa ruch oporu, żądający uznania suwerenności Nagaland przez oficjalną władzę Indii – stwierdza.

    Dziś najstarsi ludzie nie pamiętają czasów plemiennych. Chrześcijaństwo zaadaptowało się tu szybko i mocno. W Nagaland pięciu jezuitów prowadzi parafię i ogromną szkołę, w której uczy się około 800 osób na wszystkich poziomach edukacyjnych: od odpowiednika naszej zerówki do studium pomaturalnego.

    Źródło:
    Przewodnik Katolicki
    Artykuł został dodany przez firmę

    Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha Sp. z o.o. (Wydawnictwo Święty Wojciech)

    Wydawnictwo Święty Wojciech (Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha Sp. z o.o.) działa od 1895 roku. Wydaje Pismo Święte, modlitewniki, książki o wierze i duchowości, słowniki, poradniki, albumy, książki dla dzieci i młodzieży, podręczniki do nauki religii

    » Zapoznaj się z ofertą firmy
    Aby w pełni wykorzystać funkcjonalność portalu
    wymień swoją przeglądarkę na nowszą wersję.